Wzruszenia (29 listopada)
Za mną drugi dzień służenia jako, jak to się tu nazywa, „manager” centrum.
Wczoraj zaczęliśmy 4-dniowy okres prac. To taki czas miedzy kursami, kiedy naprawia się rzeczy, których nie można naprawić w czasie kursu, kiedy się np. maluje, odnawia, odświeża, pierze to, co długo schnie, bądź jest w dużej ilości (kołdry, koce…), obcina gałęzie drzew, poprawia przejścia, przejazdy, itp. Dużo. Przyjeżdzają wolontariusze i działają.
Po raz pierwszy w życiu zarządzam czasem innych osób, a sama siedzę w biurze i robię rzeczy, których się raczej nie odnotowuje gołym okiem. O tym organizowaniu czasu innym mam potrzebę napisać, bo otóż ten początek nie jest wcale hop siup 🙂 Choc nie powiem – wszystko mnie cieszy. A szczególnie dobra atmosfera wsród wolontariuszy. Gdy czasem o czymś zapomnę, staram się obserwować jak sobie z tym świat poradzi. I zawsze sobie radzi 🙂 Gdy ma się w sobie tę ufność, że wszystko jest dokładnie takie, jakie ma być, wszystko „rozkwita” po swojemu i pojawia się w najlepszej swojej okazałości. Dzieci też zaczynają chodzić każde w swoim czasie… A dostrzeganie tego mnie wzrusza, bo zaczynam sobie dawać prawo do tego samego. I naturalną koleją rzeczy ludzie, którzy mnie otaczają, pomagają mi w tym. Tak, to kolejne wzruszenie.
Wzruszam się także na wiadomości, które dostaję i na radość osób, które mówią mi, że Dhamma Neru ma szczęście, że ma mnie, za managera. Ja tego jeszcze nie wiem… Wiem natomiast, że mam szczęście, że tak dobrzy ludzie mnie otaczają i wspierają.
W tym wszystkim nowym, czym się zajmuję, postanowiłam, że kierować się będę przede wszystkim poczuciem harmonii. Że pierwszy raz w życiu przestrzeganie zasad i norm nie będzie na pierwszym miejscu (choć wciąż pozostanie ważne). Zaeksperymentuję, by zobaczyć czy tak mozna, czy potrafię i gdzie mnie to zaprowadzi.
Z wdzięcznością i wzruszeniem w sercu, kładę się już spać.