Mandarynka
Rozmyślając o drodze do siebie i rozwoju, usiadłam dziś nad książką i zaczęłam obierać mandarynki. Były takie, które obierałam bez najmniejszych trudności, choć nie były najsmaczniejsze, ani też w pełni wypełnione sokiem. Do tych najbardziej dojrzałych, soczystych było mi najtrudniej dotrzeć, ponieważ skórka mocno do nich przywarła, a ukryte pod nią owoce były bardzo duże, jakby miały ją zaraz rozerwać. Pomyślałam, że pięknie było im poświęcić więcej uwagi, by mogły odżywić moje ciało sobą.
Tak widzę też mój własny rozwój. Do tego, co najbardziej dla mnie odżywcze docieram powoli, z uważnością delikatnie, po malutkim kawałku odkrywając dojrzały owoc, czasem brudząc palce, paznokcie. Cudowny smak poznania zostaje wtedy na długo…