23 września 2016

przez Ewelina

Prawie dwa miesiące mieszkam w Dhamma Neru. Rzekłabym, że to długo i niedługo jednocześnie.

Czas tutaj jest dla mnie jak podróżowanie, podczas którego każdego dnia odkrywam coś nowego, poznaję nowych ludzi, przeżywam nowe przygody. Zanim zamieszkałam w Centrum, zastanawiałam się jak bycie w jednym i tym samym miejscu, z niewielką ilością bodźców zewnętrznych przez kilka miesięcy, wpłynie na mnie. Dziś mogę powiedzieć, że brak muzyki, sklepów czy jakichkolwiek typowych bodźców życia codziennego w ogóle mi nie brakuje. Ta cisza jest wręcz często zbawienna, ponieważ medytacja uwrażliwia mnie na to, co wewnątrz, a tam się bardzo dużo dzieje i bywa bardzo głośno 🙂

Kiedy podejmowałam decyzję o wolontariacie, moim celem było p

odzielenie się tym, czego się nauczyłam i umożliwienie innym poznawanie Vipassany. Niespodzianką jest dla mnie to, jak dużo się o sobie dowiaduję. Tego wszystkiego szukałam podróżując z plecakiem po Azji przez kilka miesięcy parę lat temu… A to przecież zatrzymując się możemy się czemuś przyjrzeć. Jest zupełnie tak, jakbym obserwowała siebie przez lupę. Rożne sytuacje, zdarzenia, odczucia są dużo bardziej intensywne, co sprawia, że są momenty, kiedy robię „duże oczy” i myślę sobie: „To ja? Naprawdę taka jestem?” jednak w Vipassanie chodzi o to, żeby widzieć, uświadomić sobie i nie reagować, lecz być z tym co jest, bez oceny, bez nazywania, po prostu patrzeć. I to patrzenie na siebie taką, jaka jestem, w pewnym momencie prowadzi do akceptacji. A akceptacja do życia w zgodzie ze sobą i Naturą.
Mam za sobą dość burzliwy czas wielokrotnie pokropiony łzami. Trzymałam się uparcie swojej dotychczasowej wersji życia (bycia), która już nie pasuje do mojej ścieżki. Trudno było mi niereagować na liczne myśli w głowie, z których najtrudniejszą była rezygnacja z wolontariatu. Wtedy usiadłam i „nagle” znalazł się czas na rozmowę z dziewczyną, która jest ze mną w Centrum i podzielenie się swoim poczuciem bezsilności (bo chyba to jest najbliższe określenie tego, co wtedy czułam). I wróciły do mnie sławienne słowa „jest jak jest” i że „to też się zmieni”. Dostrzegłam, że to jest dokładnie to samo, o czym pisałam w poprzednim akapicie. Chodzi o to, by dostrzec i niereagować, bo moje myśli pochodziły z oceny sytuacji i to one doprowadziły do mojego złego samopoczucia. Wyszłam z Dhamma Neru by ochłonąć i odsunąć się na dzień, dwa od funkcjonowania tam. I oczywiście, że to wszystko przeszło i wcale nie mam zamiaru wyjeżdżać stąd wcześniej. Jestem jeszcze bardziej wdzięczna za to, że mogę uświadamiać sobie i przepracowywać to, co już mi nie służy.

Z Mettą,

e.