Pocztówka z Dhamma Neru

przez Ewelina

„Zamieszkałem w lesie, ponieważ chciałem żyć świadomie. Chciałem czerpać ze źródeł życia samą jego istotę, odrzucić wszystko, co nie było nim, by w godzinę śmierci nie odkryć, że nie żyłem.”

Nauczyłam się tych słów jakieś 20 lat temu, po obejrzeniu filmu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”, po którym sięgnęłam także po książkę „Walden, czyli życie w lesie” H.D. Thoreau, z której pochodzą te słowa. Czasem do mnie wracały, a tym razem przypomniały mi się, gdy spacerowałam ścieżką podczas 10 dniowego odosobnienia. Spacerownik po stronie kobiet (zachowywana jest separacja) przechodzi obok ogrodzenia z sąsiadami, na których posesji jest fragment lasu i bardzo sobą pachnie po naszej stronie :o) Pomyślałam wtedy, po raz kolejny, jakią moc mają słowa, bo zamieszkałam w centrum medytacyjnym, właśnie dlatego, że potrzebowałam żyć świadomie, bliżej siebie i bliżej Natury. W zgodzie z nimi. I to się naprawdę zaczęło dziać.

Czuję, że nie ma słów, które by mogły przkazać, co przeżywam. Mieszkam teraz wśród największych Mistrzów, jakimi (na ten moment) są mrówki, pająki, motyle, nietoperze, insekty, których nie znam, rożne ptaki, są też króliki i wiele innych Żyjątek. Są też ludzie, którzy są na ścieżce rozwoju, wewnętrznej pracy, w poszukiwaniu swoich odpowiedzi, dzięki którym i ja mogę się dalej rozwijać. Cieszę się nimi wszystkimi.

Od kiedy tu jestem, zdałam sobie także sprawę z tego, że na wsi wcale nie jest cicho. Nieustannie słychać kury, z rana i pod wieczór koguty, słychać rożne ptaki o rożnych porach dnia, a u sąsiadów są też kozy i psy. Ciągle się coś dzieje, tyle tu życia…

Pracuję nad swoją uważnością. Miałam takie nowe doświadczenie w czasie kursu, kiedy jadłam na śniadanie jabłko i chrupanie go było dla mnie strasznie głośne. Gdy je skończyłam, poczułam ulgę i radość z ciszy, która wróciła. Nie wiem czy to doświadczenie wynikało ze spokoju mojego umysłu (choć wcale nie powiedziałabym, że go miałam w tamtym momencie) czy raczej z jego braku (bo przecież, gdy boli nas głowa lub jesteśmy zmęczeni, wiele rzeczy nam przeszkadza).

Jednak wracając do tego w jakim momencie życia jestem, to czuję, że żyję swoje marzenie, jestem w nim. Tyle razy miałam wątpliwości czy to, do czego dążę na pewno istnieje (ponieważ często otoczenie dawało mi do zrozumienia, że nie) ale zarazem nie dawało mi spokoju. Małymi kroczkami ufałam sercu i robiłam, co mi podpowiadało. Tak oto znalazłam się tu, gdzie jestem. Dziękuję Wszystkim Istotom, które mi pomogły Tu dojść.

Jestem w momencie, w którym przestałam szukać. Po prostu jestem.
Oby wszystkie Istoty były szczęśliwe.

e.